wtorek, 26 kwietnia 2016

Dzień 22: Odpowiedź

Dzisiaj nadszedł ostatni dzień mojej wędrówki do Santiago. Po 506 kilometrach dotarłam do wspaniałego miejsca, do którego pielgrzymują miliony ludzi z różnych krajów, mających różne wyznania, posiadających różne doświadczenia. Podczas mojego Camino poznawałam historie wspaniałych ludzi, widziałam cierpienie, a zarazem chęć walki niezwykłych osób. Podczas mojej drogi widziałam łzy i uśmiech, satysfakcje i smutek, zmęczenie i siłę. Wiele kwestii, które poruszałam na tym blogu związane były z przeżyciami które towarzyszyły mi każdego dnia. Te wszystkie aspekty wpłynęły na moje życie oraz postrzeganie świata i ludzi. Dlatego jestem wdzięczna Camino za wszystko czego doświadczyłam. Pomimo trudów, pomimo zmęczenia, pomimo bólu, pomimo niepogody, pomimo przeciwnością losu przebyłam jedną z piękniejszych dróg! Z tego miejsca chciałam podziękować wszystkim za ogromne wsparcie, którym zostałam otoczona, za każdą modlitwę za moją szczęśliwą podróż, za każde dobre słowo, które usłyszałam podczas mojej wędrówki oraz za wszystkie komentarze do tego bloga, które dodawały mi sił! Dzisiaj Camino nauczyło mnie, że w Santiago de Compostella droga się nie kończy, a zaczyna!

Moje Camino: Dzisiaj poranek przywitałam już na szlaku ciesząc się każdym krokiem, który stawiałam na szlaku. Pierwotnie droga biegła przez gęsty las, by następnie doprowadzić mnie do niewielkich osad mieszkalnych. Słońce leniwie wstawało zza pagórków i robiło się coraz cieplej. Szlak następnie prowadził wokół lotniska więc można było poczuć, że zbliżam się coraz szybciej do Santiago. Po około 12 kilometrach zaczęłam rozglądać się za jakąś kawiarnią... niestety wszystko pozamykane. Tak więc dopiero w okolicach Monte Gozo (po 20km) wpadłam do pierwszego lepszego baru na espresso. Było pyszne pomimo, że barman był zakręcony i chciał mi drugi raz wydać resztę i nie rozumiał dlaczego nie chcę przyjąć pieniędzy. Z pomocą przyszła Hiszpanka, która przetłumaczyła moje wyjaśnienia. Barman zaskoczony moją postawą obdarował mnie koszem ciasteczek ale przyjęłam tylko jedno. W ciągu 5 minut zjawiłam się w okolicy pomnika na Monte Gozo i potem już tylko prosta droga w dół do Santiago. Do miasta wkroczyłam w towarzytwie miłej Koreanki, która cały czas zastanawiała się dlaczego napotkani obcy ludzie pytają mnie o narodowość. Sam szlak przez Santiago ciągnie się w nieskończoność... a może to kwestia tego, jak bardzo człowiek chciałby się znaleźć przy katedrze. Zaraz przed starym miastem wszystkie znaki prowadzące zanikają i są trzy opcje, żeby rozpoznać dokąd iść: (1) zapytać mieszkańców (2) iść zgodnie z przeczuciem (3) podążać za ludźmi w klapkach. Ja zdecydowałam się na połączenie tych trzech. I w końcu po przejściu niewielkiego tunelu znalazłam się na placu przed katedrą. Wtedy usłyszałam głośne brawa! To znajoma Holenderka i Koreańczycy gratulowali mi dojścia do Santiago! Przez około godzinę obserwowałam innych wędrowców, którzy pełni wzruszenia, szczęścia, a także łez wkraczali na plac. I ja przyłączyłam się do owacji na stojąco dla wszystkich znajomych poznanych na trasie. Po zakwaterowaniu się w przepięknym Hospanderio San Martin Pereiro (zaraz przy katedrze) udałam się po odbiór certyfikatu przejścia Camino. Tutaj napotkałam kolejne znane mi twarze... Następnie nastąpił zasłużony obiad. Około godz. 17 udałam się do katedry, która w końcu była cicha i spokojna (bez tłumów grup wycieczkowych). Tak więc na spokojnie "objęłam" św. Jakuba i poświęciłam czas na modlitwę. O godz. 19:30 odbyła się msza za wszystkich dzielnych wędrowców, gdzie wyczytywano kto skąd przybył, np. "Polka z Burgos" :) A teraz czas na zasłużony odpoczynek, by pojutrze wyruszyć pieszo jeszcze na przylądek Fisterra i może dotrzeç do Muxia (to tak z rozpędu korzystając z wolnego czasu).

Zmęczenie: 0/10
Ból:
-barki: 0/10
-stopy: 0/10
-nogi: 0/10
Samopoczucie: 100/10






Dziękuję za śledzenie tego bloga! Życzę wszystkim czytelnikom aby w swoim życiu znaleźli swoje Camino, którym będą podążać.

5 komentarzy:

  1. Gratuluję ;). Ciesze sie też, źe w koncu poruszylas na blogu watek swojej religijności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu!Jesteś wielka! I to nie tylko przez fakt pokonania tych 506 km, którym rzuciłaś wyzwanie, co wymagało od Ciebie hartu ducha, walki ze zmęczeniem, różnymi dolegliwościami i przeciwnościami losu. Na tym Camino odrodziłaś się na nowo. Wszyscy podziwiamy Twoje głębokie przemyślenia i spostrzeżenia. Ja znam Cię od urodzenia, ale na tym Camino poznałem Cię na nowo! Dziękuję Bogu za szczęśliwe ukończenie Camino oraz za to co Camino Ciebie nauczyło i jakie wartości z tej Pielgrzymki przywieziesz. Dziękuję Ci za za te wszystkie przeżycia i przemyślenia, z którymi dzieliłaś się z nami na tym blogu, które niejednokrotnie nas wzruszały. Dzięki nim i my stajemy się bardziej wartościowi. To jest tak, jak ze wspomnianymi już w którymś z moich komentarzy, znakami otrzymywanymi od Boga. Trzeba je umiejętnie odnaleźć w gąszczu innych, ale i przekazać dalej. Ty odnalazłaś te znaki i umiejętnie przekazałaś nam, za co jesteśmy Ci wdzięczni. Dziękujesz nam za wsparcie modlitewne. Tak, tak było. Ale i my dziękujemy Tobie za tę cichą modlitwę za nas na trasie. Odczuwaliśmy to cały czas i odczuwamy teraz będąc 3659 km od Ciebie. Zastanawiałaś się dlaczego w Santiago pytają Cię o narodowość. Ja Ci odpowiem: bo Polska to brzmi dumnie! Bo pewna "Polka z Burgos" zaznaczyła na tym Camino jakże ważne piętno. Ta teraz życzę Ci dalszego radosnego przeżywania pobytu w grodzie Św. Jakuba (w wymiarze 1000/10 lub więcej), przepełnionego modlitwą. Bo, tak jak napisałaś, Twoje Caminino nie kończy się, a dopiero zaczyna. A teraz choćby na koniec świata (Fisterra)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Que alegria! Buen tiempo en Santiago, es ciudad maravilloso.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, szczerze gratuluję dojśca do celu!

    Napisz proszę co czułaś kiedy weszłaś na plac przed Katedrą? jakie to było uczucie?

    udanej drogi do Finistery!

    OdpowiedzUsuń