niedziela, 10 kwietnia 2016

Dzień 6: Gdy wieje porywisty wiatr

Kiedy ostatnio obserwowałeś jak wiatr przemieszcza się pomiędzy gałęziami drzew? Czy zwróciłeś uwagę na fakt, że pomimo wiatru, drzewo jedynie buja się dokoła? Dzisiaj Camino nauczyło mnie, żeby być nieugiętym, aby dbać o korzenie (w tym przekonania i zasady) i nie poddawać się.

Moje Camino: Koniecznie muszę nadmienić o wczorajszej niezwykłej kolacji. Była nas siódemka wygłodniałych piechurów, którzy ulokowali się zaraz nieopodal kominka z którego buchało przyjemne ciepło. Na pierwsze danie zapodano do wyboru zupe kastylijską, zupę z ciecierzycą, sałatkę bądź spaghetti. Na drugie była ryba lub stek z byka. Na deser lody, owoce lub jogurt. A do tego vino tinto lub acqua. Normalnie przepysznie było! A potem do łóżek i spać...A z rana? W kolejny etap drogi :)
Pierwsze 3 kilometry myślałam, że zamarznę więc dostałam takiego przyśpieszenia, że nawet znajoma Dunka nie była w stanie dorównać mi tempa. W najbliższym barze zaaplikowałam dodatkową wartstwę ubrań i od razu zrobiło się cieplej. Do Shagun wędrowalo mi sie przemiło pomimo chłodu, wiatru i sporadycznych kropli deszczu. Tym razem również skusiłam się na samotną wędrówkę ale napotkałam Irlandczyka i Niemkę, z którymi ucięłam sobie pogawędkę podczas drogi. Przed Shagun minęłam geograficzny środek Camino, chociaż dla mnie to dopiero 20%.  Przedmieście Shagun nie należy do urokliwych ale szybko przemieściłam się do centrum. Tu rozpoczęłam poszukiwanie kościoła na niedzielną mszę. Jeśli myślicie, że to takie proste to się grubo mylicie. Obeszłam chyba wszytkie kościoły w tym mieście, dwukrotnie poszłam w złą stronę i musiałam nadrabiać kilometrów. Po czym okazywało się, że kościół jest zamknięty na cztery spusty albo, że msza jest dopiero popołudniu. Zła opuściłam to miejsce. Dopiero później zdałam sobie sprawę, że z całego tego zamieszania zapomniałam zrobić przerwę. Na szczęście tuż za miastem był jakiś bar, gdzie napiłam się mięty, która z założenia miała ukoić mój stan wzburzenia. Następnie ruszyłam w dalszą drogę. Tu już nie zauważyłam żadnego człowieczka na szlaku (pewnie większość nocuje w Shagun). Ja postanowiłam spróbować szczęścia w następnej miejscowości. No i się zaczęło... wichura jakiej sobie nie wyobrażacie. Deszcz padał poziomo, a wiatr spychał mnie ze szlaku na pobliską ulicę. A w pobliżu żadnego schronienia... więc parłam do przodu z całych sił próbując utrzymać pion. Ku mojej uciesze dojrzałam w oddali miasteczko, do którego było może z 2 km, które dłużyły się niemiłosiernie pomimo ogromu sił, które wkładałam w marsz. Zielona strzałka szybko zaprowadziła mnie do albergue. Zmęczona i wymarznięta. Na szczęście w Bercianos del Real Camino są bardzo pomocni ludzie! A w samym albergue napotkałam (a jakże) Koreańczyków i znajomą Holenderkę. Wszyscy starają się zrelaksować po całym dniu mordęgi.

Zmęczenie: 5/10
Ból:
-barki: 0/10
-stopy:  2/10 (do pięt dołączył dzisiaj duży palec u lewj nogi ale wciąż bez odcisków)
-nogi: 4/10 (do tej pory czuję w nogach te ostatnie 6km pomimo, że dotarłam do albergue 3h temu)
Samopoczucie: 8/10 (z deszczem nie wygrasz)

2 komentarze:

  1. Kasiu jesteśmy z Tobą. Trzymamy kciuki za Twoje stopy :). W Olkuszu padał deszcz i lekka mgiełka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje dzisiejsze zmagania można nawiązać do słów dzisiejszej, przewidzianej na III Niedzielę Wielkanocy, Ewangelii. Piotr i pozostali apostołowie zmagali się z przeciwnościami losu: głodni, całą noc łowili, a w sieci pusto. Pełni jednak wiary, idąc za głosem stojącego na brzegu Chrystusa zarzucili sieć po prawej stronie łodzi, uzyskując obfitość ryb jakiej dotąd nie widzieli. Otrzymując taką Łaskę od Boga Piotr nie miał wątpliwości jak zareagować na słowa Pana:"pójdź za mną". Podobnie i Ty, zmęczona, zmarznięta, a może też i głodna i spragniona, otrzymałaś tę Łaskę Obfitości "zarzucając sieć na Camino", co pozwoliło Ci bez wątpliwości w słuszność obranego celu nieugięcie podążać za Chrystusem na jakubowym szlaku. Minęłaś geograficzny środek Camino i choć jak przyznajesz to dopiero 20% Twojej wędrówki, muszę Ci uświadomić, że "zaliczyłaś" już 3 hiszpańskie prowincje: Burgos, Palencia i obecnie już Leon. Będąc nieugięta w Twoich zasadach i przekonaniach: "dont't stop". Smuci jedynie fakt, że pomimo popularności Camino, w katolickiej od wieków Hiszpanii, tak trudno odnaleźć kościół by móc uczestniczyć w niedzielnej Mszy Świętej. Może jednak dzięki Tobie i tym wielu dobrym, wielojęzycznym ludziom spotykanym na Camino, Chrześcijaństwo w Europie podniesie się z kolan.

    OdpowiedzUsuń