Niewiele potrzeba by rozświetlić pochmurny dzień, niewiele sił trzeba włożyć by rozweselić drugiego człowieka. To czego potrzeba najwięcej to jak zwykle chęci. Dzisiaj Camino nauczyło mnie by dzielić się z innymi radością, uśmiechem i dobrym słowem. W końcu to są jedne z tych rzeczy, które się mnożą przy dzieleniu!
Moje Camino: Dzisiaj tak dla odmiany ranek przywitał mnie deszczem. Ale po pożywnym śniadaniu już przed 8 rano byłam na szlaku. Ostatnie spojrzenie na katedrę w Astordze i powoli zmierzałam w kierunku Santa Catalina. Lało niemiłosiernie... i cała drogę skupiałam się tylko na tym by ominąć co większe kałuże. Dziś wędrowałam z Koreanką i wspólnie doświadczyłyśmy fontanny zaserwowanej przez przejeżdżający samochód. W momencie w którym minimalnie deszcz jakby zelżał dostałam przyśpieszenia. Cały czas oczekiwałam na to strome podejście przed miejscowością Santa Catalina. No jakie było moje zdziwienie gdy znalazłam się już w wiosce! Może przez ten deszcz nie zauważyłam, że pięłam się w górę. Tutaj też nastąpił obowiązkowy punkt wycieczki - czyli sok pomarańczowy. Chwilę porozmawiałam z Francuzem, który dopiero zaczął swoją przygodę z Camino, pomogłam Polkom zamówić kawę i ruszyłam dalej. Na jaką ulewę natrafiłam! W butach mi woda chlupotała i mijałam kolejne zakapturzone postacie, któruch pozdrawiałam słynnym "Buen Camino". Dość szybko dotarłam do następnego baru w jolejnej miejscowości, gdzie spotkałam zagubioną przed kilku dniami Włoszkę! Wszyscy obecni w barze wędrowcy dość szybko się zjednoczyli i wspólnie dywagowaliśmy o pogodzie. Wtem wyszło słońce. Zaśpiewałam pierwszy wers piosenki the Beatles "Here comes the sun" i wyobraźcie sobie, że połowa osób podchwyciła melodię i w tym nastroju wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Nawet napotkałam piechura z osiołkiem! Też rozważałam taką alternatywę ale ponoć są problemy z parkowaniem osiołka - co ciekawe nie wszystkie albergue są przystosowane dla osiołków lub koni. W końcu gdzieś w oddali wyłoniły się góry. Potem typowe górskie podejście średniej trudności szlakiem i tak oto zjawiłam się w Rabanal del Camino. Połowa trasy za mną! A już nie mogę się doczekać aż jutro wyruszę w dalszą trasę i zobaczę te góry bez chmur. Tylko niech moje buty wysuszą się bo zostawiłam je przy kominku! Podsumowując był to jeden z moich lepszych dni na Camino - pomimo deszczu i podejść!
Teraz jeszcze troch reklamy - polecam kolację w restauracji Tesin! Dobra kuchnia i miła obsługa!
Zmęczenie: 1/10
Ból:
-barki: 0/10
-stopy: 0/10
-nogi: 1/10
Samopoczucie: 10/10
Z matematycznego punktu widzenia dzielenie pomniejsza, z etycznego: uszlachetnia. Dzielić z kimś można radość i szczęście, ale również smutek i los. Symbolem dzielenia się jest chleb. To bowiem Chrystus podzielił (rozmnożył) chleb wśród rzeszy głodnych. I dzieli go wśród nas podczas każdej Eucharystii dzieląc z nami i szczęście i smutek. Ty dziś dzieliłaś się wspólnym pokonywaniem trasy z Koreanką, nabytym doświadczeniem z Francuzem znajomością skomplikowanej procedury zamawiania kawy z Polkami, wreszcie zapewne podzieliłaś radość z odnalezionej Włoszki. Z każdym z osobna na trasie dzieliłaś się "buen camino" a internacjonalistycznie dzieliliście radość z ukazania się słoneczka (wg pielgrzymiej zasady semper hay esperanza, czyli niech zawsze będzie nadzieja). Co do osiołka to akurat nie do końca podzielam opinii. Parkowanie jak parkowanie, ale ruszenie osiołka z parkingu może stanowić problem ;). Gratulacje za osiągnięcie półmetka. A jutro dalej w góry miły bracie (tj. siostro, tj. córko) tam przygoda czeka na Cię! :)
OdpowiedzUsuń