środa, 6 kwietnia 2016

Dzień 2: Decyzja należy do Ciebie!

To co piękne w życiu każdego człowieka to możliwość posiadania wyboru. Oczywiście, czasami tylko jedna z opcji jest najlepsza dla nas ale wybór wciąż posiadamy. Dzisiaj Camino nauczyło mnie aby nasze wybory były dobrze przeanalizowane, abyśmy umieli dojrzeć w minusach plusy, a plusach minusy. Tylko wtedy obiektywnie spojrzymy na całość.

Moje Camino: Koniecznie muszę nadmienić o kwestiach z dnia wczorajszego. W pensjonacie przyrządzono przepyszną kolację składającą się z ogromnej paelli. Była nieziemsko pyszna. Do tego lokalne czerwone wino, deser cytrynowy... mniam!  Przy okazji była możliwość rozmowy z wieloma interesującymi ludźmi: parą Niemców, którzy wędrują z Niemiec, pewną Włoszką i dwojgiem starszych państwa również z Italii.
Poranek przyszedł bardzo szybko i niestety okazało się, że zabrakło wody! Co podpowiada fizyka? Jeśli na 1 piętrze brakuje wody, spróbuj na parterze ;) Trochę kropli udało mi się zdobyć. Kolejny punkt wycieczki: desayuno (śniadanie)... Jeśli myślicie, że to takie proste... oj jesteście w błędzie. Wszystkie bary/sklepy pozamykane na siedem spustów. Skoro tak, idźmy do następnej miejscowości - tylko 5km. Wedrowałam przy wchodzącym słońcu pomiędzy zielonymi pagorkami, a w myślach wybierałam na co skuszę się do jedzenia. Po 5 km okazało się, że i owszem dotarłam do właściwego miejsca ale do baru trzeba iść ekstra kilkaset metrów. Przeanalizowałam za i przeciw i postanowiłam spróbować szczęścia w nastepnej miejscowości po kolejnych 5 km. To byl najgorszy odcinek! I nie dlatego, że byłam głodna ale przez to, że przez 4km brodziłam w błocie, kałużach i glinie! Mijający mnie rowerzyści z trudem przedzierali się przez tą breję (skończyło się to dla nich glinom w łańcuchu i przerzutkach - nic przyjemnego!). Bardzo się ucieszyłam, gdy na drodze pojawił się znak, że za 2km doświadczę zapachu świeżo parzonej herbaty i soku z pomarańczy. Z radością wkroczyłam do urokliwej mieściny Hornillos, a moje kroki zaprowadziły mnie prosto do baru ;) Tam na skąpanym słońcem tarasie pozwoliłam nogą odpocząć, a żołądkowi nasycić się. Miło obserwowało się nadchodzące osoby, które radosnymi okrzykami dziękowały za dojście do baru ;) Następny etap podróży biegł malowniczą doliną wzdłuż niewielkiego potoku. Gdy w końcu minęłam przepiękne ruiny kościoła w San Anton moim oczom ukazało się Castrojeriz z majestatyczymi ruinami zamku wznoszącego się nad miastem. I tak oto po ponad 20km dotarłam do kolejnego punktu, a dystans do Santiago maleje.

Zmęczenie: 2/10 (błoto dało się we znaki)
Ból:
-barki: 1/10
-stopy: 2/10 (zaczynam odczuwać ból w pięcie)
-nogi: 3/10 (przy schodzeniu moje kolana błagają o litość)
Samopoczucie: 10/10 (ładna pogoda - słonecznie, 8C zrobiła swoje!)


Errata: Pprzepysznej obiadokolacji skladajacej sie z zupy czosnkowej i duszonej wołowiny postanowiłam wybrać się na pobliski zamek. Urocza starsza pani wskazała mi drogę dając mi mapę i cukierek na drogę  (może stwierdziła, że tylko szaleńcy po całym dniu marszu chcą się wspinać...). Pomimo trudności w pokonywaniu kolejnych metrów n.p.m. (zadziałała metoda "10 oddechów i idziemy) w końcu dotarłam na zamek. Widok był niesamowity! Dołączam killa fotek! Buziaki!

1 komentarz:

  1. "Pielgrzymując" razem z Tobą od dwóch dni nauczyłem się dwóch rzeczy: zadać sobie pytanie dokąd idę i jaką wybrać drogę. A droga (camino) jest piękna, pełna ciszy i majestatu (no może ta cisza zakłócona jest zgrzytem przerzutek utaplanych w błocie). Wyobrażam sobie to wędrowanie po bezdrożach Kastylii, jak płynięcie przez pofalowane morze, aby w pewnym momencie dotrzeć do upragnionej "Kropeczki"(El puntido) na łyk ożywczego soku pomarańczowego. A propos - z punktu widzenia śledczego zauważyłem błąd: El puntido znajduje się w Hontanas, a nie w Hornillos, które zostało ok. 10 km w tyle.Niezależnie od minusów w plusach i plusów w minusach, obiektywnie patrząc jest super. Na jutro życzę nowych wrażeń, i bezbolesnego (bezzadysznego)pokonania pierwszego 100-metrowego podejścia widocznego na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń