czwartek, 21 kwietnia 2016

Dzień 17: W zespole siła

Jak wyglądałyby sporty drużynowe gdyby nie było ducha zespołu, wspólnego celu, czy wzajemnej współpracy? W końcu gra zespołowa nie polega na grze solowej jednego zawodnika. Dzisiaj Camino nauczyło mnie jak istotny jest wspólny cel osiągany przez całą grupę. Każdy w zespole przybiera określoną rolę, którą sprawuje jak najlepiej by wesprzeć zespół.

Moje Camino: Koniecznie muszę wspomnieć o niezwykłej kolacji z dnia poprzedniego. Wszyscy nocujący w albergue zebrali się na kolację punktualnie o 19. I tak w gronie 40 osób wszyscy dyskutowali o Camino, wrażeniach i przeżyciach. Ja miałam przyjemność rozmawiać z Hiszpanem, któru nijak po angielsku nie mówił. Naprzeciwko zaś siedziały dwie przemiłe Szwajcarki. I chociaż wszystkim dobrzr się siedziało każdy myślał o tym aby się wyspać. Dziś poranek powitałam w górach. Wspaniały to był widok. Niestety trzeba było wyruszyć w drogę w dół... wiec przez około 10 kilometrów nie było mowy o żadnej taryfie ulgowej dla zmęczonych kolan. Ale za to szłam w towarzystwie grupki Hiszpanów, którzy po prostu cieszyli się życiem. Dość szybko znalazłam się w mieścinie Traciastela, gdzie obowiązkowo zafundowałam sobie sok pomarańczowy. Tu też postanowiłam, że swoje kroki skieruję do Samos. To była bardzo dobra decyzja! Szlak przechodził przez malutkie wioski, zboczem doliny i wokół potoku. Czułam się jak w podkrakowskich dolinkach! Nawet nie wiem kiedy doszłam do miejsca w którym rozpościerał się niesamowity widok na klasztor w Samos. Tutaj też napotkałam grupkę Polaków, którzy co roku robią różny etap Camino. Będąc już w samej miejscowości stwierdziłam, że skoro pora jeszcze wczesna to uda mi się dotrzeć do Sarria. I tu zaczęły się schody... musiałam jakoś krzywo stanąć, czy noga osunęła mi się na kamieniu i tylko usłyszałam chrobot w śródstopiu. Zaaplikowałam fachową i doraźną pomoc (przydały się te szkolenia z pierwszej pomocy i wieloletnie doświadczenie medyczne) i powolutku ruszyłam dalej. Nie wiem czy to kwestia bólu, czy tego że moje myśli gdzieś podczas wędrówki odpłynęły ale zgubiłam szlak. Jak się później okazało - nie ja jedyna. Na szczęście byłam na trasie dla kolarzy, którzy przemierzają Camino więc postanowiłam kontynuować trasę - by niepotrzebnie nie nadrabiać kilometrów. Ból niestety stawał się coraz silniejszy a kilometry pozostałe do zrealizowania wcale nie malały. Jednak z dużą ilością postojów - w końcu dotarłam do Sarria! A w albergue spotkałam wiele osób z poprzedniego wieczora! Miło było ujrzeć te zmęczone lecz uśmiechnięte twarze. Mam nadzieje, że moja noga pozwoli mi jutro cieszyć się marszem.

Zmęczenie: 2/10
Ból:
-barki: 0/10
-stopy: 10/10
-nogi: 2/10
Samopoczucie: 8/10 (to przez tą nogę!)

1 komentarz:

  1. Chyba za bardzo do serca wzięłaś sobie moje wczorajsze "teraz będzie z górki". No i poniosło Cię! 34,7 km na dzisiejszym liczniku! To i nic dziwnego, że noga osunęła się i jest kłopot, który wymagać będzie zapewne rekonwalescencji. Rozumiem, że im bliżej Santiago, tym więcej pielgrzymów i tworzą się na szlaku zespoły, a że w zespole raźniej, to tym przyjemnej się idzie i kilometry uciekają szybko. Oby tylko właściwie odczytywać znaki i nie pobłądzić. Wśród tych rozlicznych znaków drogowych, informacyjnych istnieją też znaki dawane przez Boga. Zadaniem Chrześcijanina jest dobrze odczytywać te znaki i podążać za nimi. Ale mało tego, znaki te należy przekazywać też innym, szczególnie tym co błądzą. Jeśli tak będzie, to cały "zespół" podążać będzie we właściwym kierunku. Mam też nadzieję, że zbierze się tam jakiś "zespół-konsylium" i przywróci Twoja stopę do używalności ;)

    OdpowiedzUsuń