Każdy dzień przynosi wiele do naszego życia. Wzbogacamy się o doświadczenie życiowe podczas licznyh rozmów, obserwacji otaczającego nas świata, czy wydarzeń, które mają miejsce. Dzisiaj Camino nauczyło mnie aby uważnie obserwować to co dzieje się wokół mnie, by wyciągać wnioski z dnia poprzedniego. Nie jest to łatwe ale każdy dzień uczy nas czegoś nowego. Czy to nie jest piękne?
Moje Camino: Kolejna noc minęła w rytmie chrapania i mojej usilnej próby by zasnąć. Wyjątkowo jednak szybko wzięłam się w garść i wyruszyłam jeszcze przed godz. 8 na szlak. I tu pojawiło się pierwsze zdziwienie bo było prawie pusto! Tylko od czasu do czasu mijałam jakiś wędrowców! Żadnych turystów w klapkach na trasie! Dlatego spokojnie sobie maszerowałam rozkoszując się ładną pogodą, otaczającą przyrodą, śpiewem ptaków i po prostu ciesząc się z drogi, która prowadziła przez pagórki, niewielkie wąwozy i urozmaicała dzień. Stosunkowo szybko mijały kilometry za kilometrami, aż w oddali ujrzałam Melide. Wstąpiłam do niewielkiego kościólka zaraz za niewielkim mostem na rzece Furelos. Cisza i spokój.... a zaraz potem weszło około 20 turystów zrobiło zamieszanie, obfotografowało wszystko wokół i wybiegło. W niedługim czasie znalazłam się w Melida. Co tu się działo! Targ, gwar, tłumy ludzi, że przejście z plecakiem graniczyło z cudem, parady, śpiewy, muzyka! Ewidentnie za dużo ludzi na metr kwadratowy. Korzystając jednak z uroków dużego miasta skusiłam się na obiad w najbliższej restauracji. Potem dość szybko opuściłam to miasto - nawet nie było opcji go zwiedzić! Ale za to napotkałam znajomego Holendra i poznałam kolejne osoby o narodowościach europejskich. Ale idąc w ślady "podążaj swoim rytmem", dość szybko zostałam sama na szlaku i spokojnie mogłam się rozkoszować pięknym słońcem. Po blisko 18km postanowiłam skusiś się na krótki odpoczynek przy kawie by zyskać dodatkową energię. Po drodze minął mnie znajomy Irlandczyk, który stwierdził, że ewidentnie korzystam z niedzielnego rozleniwienia ale stwierdził, że jutro na pewno dotrzymam mu kroku. Nawet nie wiem kiedy dotarłam do Ribadiso (spokojnej małej wioski), gdzie postanowiłam zakończyć dzisiejszy dzień wędrówki.
Zmęczenie: 1/10 (to chyba przez to słońce... nie jestem do niego przyzwyczajona)
Ból:
-barki: 0/10
-stopy: 2/10 (chyba już nauczyłam się chodzić tak żeby nie bolało)
-nogi: 0/10
Samopoczucie: 10/10
Każdy dzień naszego życia wnosi coś nowego. U niemowlaka kolejne dni życia, to pokonywanie "kamieni milowych" rozwoju. U starszych może z dnia na dzień nie dokonuje się aż taka metamorfoza, ale każdy dzień to nowe doświadczenie, które wiele wnosi do naszego życia. Ważne jest aby korzystać z tych doświadczeń tak, aby żaden z dni naszego życia nie był stracony. Każdy dzień jest ważny. I niezależnie od tego czy leje deszcz i szybko spieszymy do suchego miejsca nie patrząc zbytnio na mijaną okolicę, czy świeci słońce, które rozleniwia, a okolica, w której przebywamy urzeka. Jakkolwiek, z każdym dniem stajemy się bogatsi o doświadczenia, nabytą wiedzę, wrażenia, które kształtują naszą mądrość życiową. W skali globalnej każde następne pokolenie w wyniku tych "kolejnych dni" staje się mądrzejsze od poprzedniego. Twoje Camino nauczyło Cię "czerpania" z każdego kolejnego dnia, w wyniku czego Twoja mądrość życiowa zyskała bardzo wiele! Co do dzisiejszego odcinka: to jakaś nowość - rozleniwiająca, słoneczna pogoda. I nie padało? Oglądając na zdjęciach urokliwe krajobrazy mijanych miejsc, nie dziwię się, że uciekłaś z pełnego zgiełku Melide (nawet na zdjęciu jakoś odstrasza).
OdpowiedzUsuń