Czasami miewa się wrażenie, że słowo "dziękuję" zaginęło w czasoprzestrzeni, a trud i ciężka praca innego człowieka jest pomijana. Dzisiaj Camino przypomniało mi jak ważne jest docenianie starań innych, jak kluczowym jest powiedzenie tego jednego magicznego słowa. Dlatego, dziękujmy!
Moje Camino: Dzisiejszy poranek rozpoczęłam wyjątkowo radośnie. W końcy się porządnie wyspałam, a pogoda za oknem wskazywała, że zapowiada się słoneczny dzień. Dość szybko zjawiłam się w Arzua, gdzie zjadłam niewielkie śniadanie. Następnie wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Na trasie pojawiały się różne pagórki, wąwozy, miasteczka, potoczki... słowem sielanka. Większość napotkanych osób na drodze nieśpiesznie poruszało się do przodu. Jedynie kolarze będzili co tchu chcąc zdążyć pewnie do Santiago jeszcze wczesnym popołudniem. Turyści na szlaku zaginęli, a zostali Ci którzy wędrują z celem. W Salceda zrobiłam sobie przerwę na sok pomarańczowy i na zmianę stroju. Proszę Państwa, dziś po raz pierwszy zamieniłam spodnie na krótsze! A wszystko to za sprawą ogromnego upału i żaru, który lał się z nieba. Na szczęście duża część trasy była zacieniona. Dzisiaj szlak przecinał kilkukrotnie droge szybkiego ruchu i trzeba było miec oczy dookola glowy, aby bezpiecznie przez nia przejsc. Do Podrouzo (po około 24 kilometrach) dotarłam koło godz. 13:00 i po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowiłam tutaj przenocować. Skorzystałam z pięknej pogody i po prostu cieszyłam się z cudownego dnia :) A jutro zostanie mi ostatnie 20 kilometrów do Santiago de Compostella. Już nie mogę się doczekać! To będzie mój wielki dzień!
Zmęczenie: 0/10
Ból:
- barki: 0/10
- stopy: 1/10 (stopa juz nie boli ale za to powitajmy glosnymi brawami mój pierwszy odcisk na Camino, inni gratulowali mi odcisku przedostatniego dnia na Camino)
- nogi: 0/10
Samopoczucie: 10/10
Słowo daję, nie wiadomo kiedy te wszystkie dni Twojego pielgrzymowania minęły. I w tym przedostatnim dniu Twej wędrówki do Santiago de Compostela, jednym słowem, należy Ci się od nas wielkie słowo "dziękuję". "Dziekuję" należy się też Bogu za bezpieczne Ciebie prowadzenie. Nie mogę sobie na razie wyobrazić, co za kilka dni będę robił wieczorami, nie mając dostępu do kolejnego odcinka bloga, w którym wraz z Tobą przeżywam kolejny dzień wędrówki dzieląc się komentarzem. Tyle wrażeń, tyle pokonanych kilometrów, w różnych warunkach pogodowych(zaczęło się "zimą", a kończy "latem") i terenowych, tyle spotkań z ciekawymi ludźmi. Przeszłaś 5 hiszpańskich prowincji: Burgos, Palencia, Leon, Lugo i A Coruna. Te blisko 506 km to rzeczywiście nie była "piechotka". Ale dokonałaś tego i teraz zaledwie 20 km dzieli Cię od upragnionego celu. Przed Tobą, w narzeczu kolonijnym, zielona noc. Wyśpij się dobrze (nie ważne w takt jakiego kompozytora i odgrywanego utworu), by jutro uroczyście świętować osiągnięcie celu. To będzie rzeczywiście Wielki Dzień. PS. Pejzaże na zdjęciach to kapitalny materiał dla niejednego malarza.
OdpowiedzUsuńKasiu! Es mi primera vez leyendo todos tus articulos en este blog. Que manera magnifica para recordar tus aventuras! Gracias por compartirlas con nosotros. Tienes unos pensamientos muy profundos y descripciones tan animados, que me hagan sentir como si fuera viajando contigo! Te deseo feurza i perseverancia para tus ultimos kilometros manana! Los celebrare con tu proximo articulo en este blog :) Buen camino y vaya con Dios! - tu amiga, Monika
OdpowiedzUsuń