sobota, 23 kwietnia 2016

Dzień 19: Trwałość

Już niejedna osoba zwróciła na to uwagę, że czasy się zmieniły. Zmieniły się pod względem takim, że ciągle chcemy czegoś nowego, a stare i bezużyteczne wyrzucamy. Niestety zdarza się to także w stosunku do ludzi. Dzisiaj Camino przypomniało mi jak ważna jest troska o trwałość więzi międzyludzkich, jak ważne jest to by walczyć o ich naprawę. Życzę sobie i wszystkim czytelnikom, aby zawsze znaleźli w sobie wystarczająco dużo sił by w sytuacjach gdy coś się popsuje w relacjach, móc to naprawić.





Moje Camino: Poranek nadszedł dziś stanowczo za wcześnie, lub po prostu za krótko spałam za sprawą symfonii na cztery chrapnięcia. W związku z tym, w ślimaczym tempie próbowałam spakować się, a przede wszystkim obudzić się. Przyszło mi to dość sprawnie, bo zaraz po wyjściu z albergue lunęło jak z cebra. Cała moja twarz była skropiona wiosennym deszczem. Od razu dostałam przyśpieszenia. Po drodze mijałam tłumy ludzi, których pierwszy raz na oczy widziałam! Sama nie wiem jak to się stało, że tak szybko dotarłam do pierwszego baru. A w związku z tym, że deszcz nie zmniejszał się, około 100 osób próbowało go przeczekać w niewielkim pomieszczeniu. Dzięki czemu mogłam podziwiać "modę Camino". Dziś przykuła moją uwagę osoba robiąca sobie makijaż bo poprzedni został zmyty przez deszcz. Postanowiłam ruszyć dalej. Za gonzar napotkałam wzniesienie, które mnie również nie spowolniło znacznie. Zaraz później mogłam obserwować kolejne ciekawe zjawisko, czyli piechurów przechadzających się z papierosem w ręku. Jakoś nie mogę tego znieść! Ale im szybciej szłam, tym mniejszą ilość dziwnych osób widziałam, natomiast zaczęły pojawiać się znajome twarze. Na lunch zdecydowałam się w Eierexe ponieważ niefortunnie stanęłam i moja stopa przypomniała o swoim istnieniu. Na szczęście ból szybko minął i mogłam kontynuować swoją wędrówkę pod peleryną, mijając od czasu do czasu osobników z parasolkami. Niedaleko Portos, deszcz ustał i nieśmiało pokazywało się słońce. Tutaj też napotkałam bardzo miłego Irlandczyka, z którym wędrowałam przez dłuższą chwilę. W związku z tym, że stopa się zbuntowała i zarządała odpoczynku zakończyłam swoją dzisiejszą wędrówkę w Palas de Rei (po około 25km). Stwierdziłam, że to będzie idealny moment by trochę nadrobić snu z poprzedniej nocy. Niestety, nie będzie mi to dane bo już usłyszałam namiastkę tego co mnie czeka w nocy - "Taniec z szablami" Chaczaturiana w podziale na 4 chrapiące głosy. Ale zanim to nastąpi, postanowiłam wybrać się na kolacje. W jedynej otwartej knajpce było jak w ulu. Chyba wszyscy wędrowcy postanowili się tu zjawić! Ja akurat jadłam kolację z bardzo miłym państwem z Meksyku. A oprócz tego spotkałam Hiszpana z Fonfria, parę Amerykanów z Astorgi, duńską grupę z którą wędrowałam w okolicach Ponferrady! Naprawdę coś niezwykłego! Napotkałam także Irlandczyka, z którym dziś rozmawiałam, który zwrócił się do mnie tymi słowami: "Speedy Gonzales - widzimy się jutro na szlaku!". Po takim komentarzu, nie zostaje mi nic innego jak próbować zaczerpnąć tyle snu i będę mogła i jutro wyruszyć w trasę.

Zmęczenie: 2/10 (to przez ten brak snu)
Ból:
- barki: 0/10
-stopy: 2/10
-nogi: 0/10
Samopoczucie: 9/10 (jutro wyruszam wcześniej żeby niepotrzebnie się nie irytować na tłumy zmierzające do Santiago)

2 komentarze:

  1. Dobrze jest mieć przyjaciół. Dobrze jest też, aby te przyjaźnie były trwałe i nie wynikały z przelotnego interesu. Trwałość przyjaźni jest wtedy, gdy jest ona bezinteresowna i bezwarunkowa. Trwałość przyjaźni testuje się w biedzie ("prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie"). Trwałość przyjaźni będzie wtedy, gdy wynika ona z obopólnej woli. Ty dzisiaj na szlaku spotkałaś przyjaciół z wielu krajów, których spotkałaś wcześniej w różnych punktach Twojego pielgrzymowania. Nie musiałaś się do nich "przyznawać", ani oni Ciebie nie musieli poznawać. Jednak między wami nawiązała się na tym Camino więź, która spowodowała, że powtórne wasze spotkanie dało wam wiele radości. I choć każdego dnia pielgrzymki dążysz do czegoś nowego, to jak sama zauważyłaś spotykasz się coraz częściej (im bliżej Santiago) z "Modą na Camino", która w istocie jest zaprzeczeniem idei Camino. A przyjaciele spotkani wcześniej na szlaku? Pozostaną nadal Twoimi przyjaciółmi, z którymi będziesz wiązać konkretne wspomnienia. Co do trwałości w innym aspekcie, to wydaje się, że trwałym elementem Twojego Camino jest ulewa ;) Po kolejnym dniu wędrówki, życzę aby w nocy "Taniec z szablami" Chaczaturiana zamienił się w co najmniej w "Serenadę" Szuberta. A jutro Speedy Gonzalez - uważaj na stopę!

    OdpowiedzUsuń