Czasami przychodzą takie momenty w życiu każdego człowieka, gdy myśli, że już nie da rady, że wszystko go przerasta, że ma dość, że cały czas ma pod górkę. Dzisiaj Camino nauczyło mnie, by nie poddawać się! Poddanie się jest oznaką słabości, a my przecież z natury jesteśmy silni i waleczni! "Ja nie dam rady...?" "Jak nie ja to kto...?" Pamiętaj, nie ważne jak źle jest - nie poddawaj się bo to na co czekasz jest prawie na wyciągnięcie ręki!
Moje Camino: Jak możecie się domyśleć, poranek był dość rześki, żeby nie powiedzieć przeraźliwie zimny. Nic dziwnego, że dość szybko postanowiłam wyruszyć w poszukiwaniu kawiarnii z gorącą kawą! Marzenie dość szybko się spełniło - bo już po 10 metrach. W trasę wyruszyłam tuż po godz.8 gdy zaczynało świtać. Pierwsze kilometry minęły bardzo przyjemnie i stanowiły miłą rozgrzewkę. Mordęga zaczęła się zaraz za wioska Herreiras. To była jedna z najgorszych wspinaczek w mojej karierze wypraw gòrskich. Myślałam, że trasa nie ma końca. Gdy dotarłam do La Faba, myślałam, że nie zrobię ani kroku dalej. Ale nic tak nie stawia na nogi jak trochę glukozy i powoli zaczynałam atakować O'Cebreiro. Podejście pierwotnie było dość strome, ale później przeszło w bardzo łagodne. W trakcie wspinaczki napotkałam starszego Hiszpana, który wypasał krowy. Zamieniliśmy kilka zdań, a w nagrodę pokazał mi wspaniałe miejsce, z którego rozpościerał się nieziemski widok! Ale samo nic nie przyjdzie i dalej się wdrapywałam. Krok za krokiem, krok za krokiem... a wokół widoki zapierające dech w piersiach! Wnet okazało się, że właśnie wkroczyłam do Galicji! A zaraz potem swoje stopy postawiłam w O'Cebreiro. Radość moja była przeogromna! Po krótkim posiłku zdecydowałam ryszyć dalej... troszkę w górę, troszkę w dół... i tak aż do Hospital, gdzie postanowiłam poprawić poziom glukozy. Na niewiele się to zdało, bo podejście pod Alto do poio zajęło mi dwa razy dłużej niż się tego spodziewałam. Ostatnie trzy kilometry do albergue przyczyniły się do wysokiego poziomu zmęczenia. Pod nogami czułam każdy, nawet najmniejszy kamyczek. Na szczęście już jestem w albergue w Fonfria i nigdzie się już dzisiaj nie ruszam.
Zmęczenie: 9/10
Ból:
-barki: 4/10
-stopy: 9/10
-nogi: 7/10
Samopoczucie: 10/10 (Udało się!!!)
"Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek się dzieje" mówił już Jan Kochanowski. Dziś mówimy "nie dawać za wygraną", czyli po prostu nie poddawać się. Zwycięzcą jest ten który, pomimo wszelkich przeciwności dąży do upragnionego celu. A jak wiadomo "cel uświęca środki". Dlatego chcąc uzyskać nagrodę, tę ziemską, na przykład w postaci pięknych widoków, oraz tę wieczystą, musimy się sporo natrudzić i nie poddawać się w tym wysiłku. Oczywiście w tym trudzie należy odpowiednio rozłożyć siły, aby osiąganie celu nie zakończyło się katastrofą. Ty umiejętnie dziś poradziłaś sobie tak z wysiłkiem i walką z przeciwnościami jakim są zmęczenie i zwątpienie oraz mądrym rozkładem sił i uzupełnienia energii. A to przyniosło efekt końcowy w postaci niesamowitych wrażeń oraz satysfakcji z dokonanego celu. Tak też jest i w całym naszym życiu, a Twoja dzisiejsza wspinaczka była tego dobrze odrobiona lekcją. To ile kosztowało Cie to wysiłku świadczą najwyższe na tym Caminio wskaźniki zmęczenia. Dlatego chylę czoła! Za to satysfakcja na 10! Wedłu moich obliczeń pokonałaś już ponad 350 km, Galicja po Kastylii-Leon jest drugą Wspólnotą Hiszpanii którą odwiedzasz, prowincja Lugo - czwartą z kolei. Teraz już będzie "z górki"
OdpowiedzUsuń