sobota, 16 kwietnia 2016

Dzień 12: Dzielmy się

Niewiele potrzeba by rozświetlić pochmurny dzień, niewiele sił trzeba włożyć by rozweselić drugiego człowieka. To czego potrzeba najwięcej to jak zwykle chęci. Dzisiaj Camino nauczyło mnie by dzielić się z innymi radością, uśmiechem i dobrym słowem. W końcu to są jedne z tych rzeczy, które się mnożą przy dzieleniu!

Moje Camino: Dzisiaj tak dla odmiany ranek przywitał mnie deszczem. Ale po pożywnym śniadaniu już przed 8 rano byłam na szlaku. Ostatnie spojrzenie na katedrę w Astordze i powoli zmierzałam w kierunku Santa Catalina. Lało niemiłosiernie... i cała drogę skupiałam się tylko na tym by ominąć co większe kałuże. Dziś wędrowałam z Koreanką i wspólnie doświadczyłyśmy fontanny zaserwowanej przez przejeżdżający samochód. W momencie w którym minimalnie deszcz jakby zelżał dostałam przyśpieszenia. Cały czas oczekiwałam na to strome podejście przed miejscowością Santa Catalina. No jakie było moje zdziwienie gdy znalazłam się już w wiosce! Może przez ten deszcz nie zauważyłam, że pięłam się w górę. Tutaj też nastąpił obowiązkowy punkt wycieczki - czyli sok pomarańczowy. Chwilę porozmawiałam z Francuzem, który dopiero zaczął swoją przygodę z Camino, pomogłam Polkom zamówić kawę i ruszyłam dalej. Na jaką ulewę natrafiłam! W butach mi woda chlupotała i mijałam kolejne zakapturzone postacie, któruch pozdrawiałam słynnym "Buen Camino". Dość szybko dotarłam do następnego baru w jolejnej miejscowości, gdzie spotkałam zagubioną przed kilku dniami Włoszkę! Wszyscy obecni w barze wędrowcy dość szybko się zjednoczyli i wspólnie dywagowaliśmy o pogodzie. Wtem wyszło słońce. Zaśpiewałam pierwszy wers piosenki the Beatles "Here comes the sun" i wyobraźcie sobie, że połowa osób podchwyciła melodię i w tym nastroju wyruszyliśmy w dalszą wędrówkę. Nawet napotkałam piechura z osiołkiem! Też rozważałam taką alternatywę ale ponoć są problemy z parkowaniem osiołka - co ciekawe nie wszystkie albergue są przystosowane dla osiołków lub koni. W końcu gdzieś w oddali wyłoniły się góry. Potem typowe górskie podejście średniej trudności szlakiem i tak oto zjawiłam się w Rabanal del Camino. Połowa trasy za mną! A już nie mogę się doczekać aż jutro wyruszę w dalszą trasę i zobaczę te góry bez chmur. Tylko niech moje buty wysuszą się bo zostawiłam je przy kominku! Podsumowując był to jeden z moich lepszych dni na Camino - pomimo deszczu i podejść!

Teraz jeszcze troch reklamy - polecam kolację w restauracji Tesin! Dobra kuchnia i miła obsługa!

Zmęczenie: 1/10
Ból:
-barki: 0/10
-stopy: 0/10
-nogi: 1/10
Samopoczucie: 10/10

1 komentarz:

  1. Z matematycznego punktu widzenia dzielenie pomniejsza, z etycznego: uszlachetnia. Dzielić z kimś można radość i szczęście, ale również smutek i los. Symbolem dzielenia się jest chleb. To bowiem Chrystus podzielił (rozmnożył) chleb wśród rzeszy głodnych. I dzieli go wśród nas podczas każdej Eucharystii dzieląc z nami i szczęście i smutek. Ty dziś dzieliłaś się wspólnym pokonywaniem trasy z Koreanką, nabytym doświadczeniem z Francuzem znajomością skomplikowanej procedury zamawiania kawy z Polkami, wreszcie zapewne podzieliłaś radość z odnalezionej Włoszki. Z każdym z osobna na trasie dzieliłaś się "buen camino" a internacjonalistycznie dzieliliście radość z ukazania się słoneczka (wg pielgrzymiej zasady semper hay esperanza, czyli niech zawsze będzie nadzieja). Co do osiołka to akurat nie do końca podzielam opinii. Parkowanie jak parkowanie, ale ruszenie osiołka z parkingu może stanowić problem ;). Gratulacje za osiągnięcie półmetka. A jutro dalej w góry miły bracie (tj. siostro, tj. córko) tam przygoda czeka na Cię! :)

    OdpowiedzUsuń