Dokąd zmierzasz? Jakich wyborów dokonujesz? To wszystko ma znaczenie. Każdy ruch, każde słowo, każdy gest.
Dzisiaj Camino nauczyło mnie by podążać naprzód, nie ważne z której strony wieje wiatr. Trzeba iść i nie poddawać się! Tego życzę sobie i wszystkim czytelnikom.
Moje Camino: 10h snu... co za lenistwo! Jeśli dodamy do tego śniadanie z sokiem ze świeżych pomarańczy to pokonam przeziębienie w 3 dni! Wyruszyłam z Burgos zaraz po godz.8:00 przy lekkiej mżawce, jeszcze raz obkrążyłam katedrę i zaczęłam rozglądać się za słynną żółtą strzałką. Po 10 minutach podążania w nieznane postanowiłam skorzystać z przysłowia "koniec języka za przewodnika" i w taki oto sposób Hiszpan na migi wskazał mi kierunek mojej wędrówki. Nie uwierzycie jak bardzo sie ucieszyłam, gdy ujrzałam znak muszli i strzałkę (typowe znaki rozpoznawcze). Automatycznie zaczęli się pojawiać inni wędrowcy z plecakami na plecach. Od razu zrobiło sie raźniej. W dzisiejszych zmaganiach towarzyszyła mi pewna Brytyjka (która swoją podróż rozpoczęła jeszcze w Pirenejach), a także matka z córką z Irlandii. Dziś przemierzałam najpierw przedmieścia Burgos, następnie szlak podążał wokół autostrady, gdzie po raz pierwszy miałam styczność z błotem do pół kostki. Radośnie przywitałam małe miasteczko Tardajos. Tutaj zrobiłam krótki odpoczynek i wypiłam przepyszną herbatę z imbryczka. Następnie moje kroki zaprowadziły mnie do małej mieściny, w której planowałam nocleg... aczkolwiek pogoda, siły i miłe towarzystwo zachęciły mnie do przejścia dodatkowych 7 kilometrów. Wspinaliśmy się na zielone pagórki, a wiatr raz wzmacniał się, raz niknął. Słońce od czasu do czasu przypominało o swojej obecności, wychodząc zza chmur. Nie opisze swojej radości, gdy ujrzałam w oddali niewielkie miasteczko - moje miejsce docelowe.
I tak po 20,9 km zawitałam do Hornillos del Camino!
Zmeczenie: 1/10
Ból:
-barki 0/10
-stopy 1/10
-nogi 2/10
Samopoczucie: 10/10 (Udało się! Pierwsze koty za płoty)
Pierwsze przetarcie. Brawo. Już mniej niż 500 km! ;) Powoli i ja wczuwam się z Tobą w atmosferę Camino.
OdpowiedzUsuńLet's go!
Jakże tęsknię za tą drogą... Jedna rada... Czerp jak najwięcej z drogi, cel nie daje tyle satysfakcji i radości, co wszystko to, na co się natkniesz, kogo poznasz, czego doświadczysz podczas drogi. I jeszcze jedno... Po powrocie myśli o Camino będą jak dżuma, która "nie umiera NIGDY". Ja marzę o postawieniu na niej stopy już od pierwszego dnia, gdy moja stopa z niej zeszła... Powodzenia! Mocno trzymam kciuki i czytam z wielką przyjemnością, aby choć myślami móc towarzyszyć Ci w podróży. Buen camino!
OdpowiedzUsuń